Największy błąd marketingowca

W pierwszym artykule na Marketing Inspire, chcę napisać o słoniu w pokoju. O tym, dlaczego tak wiele rzeczy w świecie marketingu, PRu nie wychodzi, a tak rzadko o tym mówimy a jeszcze rzadziej przyznajemy się do popełnionych błędów.

Mylić się jest rzeczą ludzką, jednak dopiero jak coś naprawdę p******* z hukiem, zaczynają się rozmowy o tym, „że tam, to faktycznie nie poszło…. ale u mnie wszystko dalej na 120% i kolorowo”. Może zatem razem wyruszymy na krucjatę, aby pokonać tę propagandę sukcesu?

Ten tekst jest mocno spóźniony

Pierwszy raz o tym artykule pomyślałem po wrześniowym spotkaniu Marketing Inspire, czyli… 4 miesiące temu. Inercja, gdy ma się dobrą wymówkę („nie mam czasu”) jest bardzo duża, ale to wcale nie oznacza, że tekst przestał być aktualny. Wręcz przeciwnie. Pomysł zakiełkował w czasie wystąpienia Michała Sadowskiego, który swoje prezentacje lubi opierać na przykładach z jego własnej firmy. Jeżeli byłeś na chociaż jednym wystąpieniu Michała, to np. na pamięć znasz case ze skróconym formularzem rejestracji nowych klientów. Dla przypomnienia, Michał usunął z formularza zbędne rubryki, co spowodowało natychmiastowy skok na wykresie nowych rejestracji. Sukces! Dzięki temu, sam nie raz na spotkaniach mówiłem „po co nam to” i „skróćmy to do imienia i maila”. Jednak to zeszłoroczna prezentacja i słowa „brakuje wydarzeń, na których prelegenci dzielą się nie tylko najlepszymi praktykami, ale też porażkami” naprawdę pobudziły moje receptory myślenia w obszarze strategicznym.

My, nieomylni

Od dawna mam wrażenie, że w świecie marketingu, PRu (i tak dalej) o błędach się nie dyskutuje. Projekty, które prezentujemy i którymi się chwalimy to nieprzerwane pasmo sukcesów, od koncepcji po wdrożenie. A jak coś nie wyjdzie? Wtedy zaczyna się najciekawszy moment, w którym „dorabiamy do tej d*** uszy”. Ubarwiamy, a jeśli nie mamy twardych dowodów na poparcie naszej tezy, mówimy, że to zadziała na przykład wizerunkowo.

„Tak szefie, zwrot z tej ulotki jest zerowy, ale za to proszę spojrzeć jaka ładna! Budujemy dzięki niej wizerunek w umysłach tysięcy osób do których trafiła”.

No bo jak powiedzieć, że pieniądze zostały wyrzucone w błoto i nasz pomysł po prostu nie zadziałał? Jak taki account w agencji, ma powiedzieć klientowi, że to za co zapłacił pieniądze nie wyszło? Przecież już widzimy, jak zrywa z nami kontrakt i jeszcze kieruje swój wzrok w poszukiwaniu paragrafu poświęconego „karom umownym”. Idziemy w tę grę, cały świat popełnia błędy, ale my jesteśmy nieomylni. Nawet jak nam coś nie wyszło na jednym polu, to zbudowaliśmy wizerunek i jest git.

Mylić się jest rzeczą marketingowca, PRowca i kogo tam chcesz

Od niedawna mam wrażenie, że na całe szczęście to się zmienia. I tym tekstem, chciałbym poklepać swoje koleżanki i kolegów po plecach. Powiedzieć im, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. W mojej agencji, kiedy przychodzi do podsumowania projektów, od jakiegoś już czasu stałą pozycją są te działania, które nie zadziałały w ogóle, albo nie działają tak jak zostały zaplanowane. Nasze pomysły nie biorą się znikąd, nie są pisane na kolanie, a specjaliści starają się przewidzieć różne sytuacje, ale… dopiero wdrożone strategie mogą zostać zweryfikowane. I zupełnie błędne jest myślenie, że raz napisana strategia, ma być wdrażana od A do Z i nie ma w niej miejsca na korekty. I to właśnie w czasie wdrażania strategii, czasami trzeba podjąć się nieprzyjemnej rozmowy z szefem czy klientem, powiedzieć, jak jest i gdzie naszym zdaniem został popełniony błąd. Mea culpa? Jasne, nie pierwsza i nie ostatnia. I wiem, wiem, zapewne boicie się tej Pani Ani z działu HRu, która od samego początku wiedziała, że ten pomysł jest głupi i że się nie uda. Jak mus to jednak mus, Pani Ania, jak się jej przyzna rację, to też się ucieszy i wszyscy będą zadowoleni. My, bo zamiast brnąć dalej w coś, co nie działa, zaczniemy kombinować jak to naprawić, a Pani Ania, bo w końcu, po długich latach chronicznego niezadowolenia i narzekactwa, ktoś przyzna jej rację.

Z nowym rokiem, zupełnie nowym krokiem

Jeżeli pracujecie w agencji, to w 2019 roku weźcie się w garść. Zróbcie rachunek sumienia i sprawdźcie, gdzie daliście ciała w zeszłym roku. Naprawcie to i podzielcie się dalej na prezentacji, konferencji albo po prostu, spotkaniu branżowym. Tego Wam szczerzę życzę, ponieważ, chętnie uczę się na historiach sukcesu, ale lubię też uczyć się na błędach (innych i swoich).

A jeżeli jesteście po drugiej stronie jako szef czy klient końcowy, przed spotkaniem uprzedźcie, że chcecie poznać pełne spectrum i usłyszeć dobre i złe wiadomości. Jeśli wszystko przebiegło świetnie, to pięknie. Jest szansa, że dobrze wydaliście pieniądze na tę współpracę. Bądźcie jednak otwarci i zachęcajcie do wymiany wniosków – co poszło nie tak, co mogło pójść lepiej? Bez nerwów, stresu. Otwarta dyskusja, nie łatwa, ale szalenie potrzebna wszystkim. Odwagi do ich prowadzenia, a wszystkim umiejętności do wyciągania racjonalnych wniosków z popełnianych błędów życzę Wam w całym 2019 roku.

Certyfikowany specjalista w zakresie komunikacji w internecie. Na co dzień, jako partner we wrocławskiej agencji Preludium, zajmuje się opracowywaniem oraz wdrażaniem systemów komunikowania za pomocą stron www i mediów społecznościowych. Jest autorem strategii, administratorem kilkunastotysięcznych społeczności, twórcą kampanii reklamowych Facebook Ads oraz ekspertem Brand24 w projekcie „Experts Hub”.